Zanzibar 2018

Tegoroczny luty był najpiękniejszy w świecie. Bilety – pyk, nocleg – pyk, pakowanie – pyk, lot – bardzo długie pyk, i już byliśmy w miejscu gdzie czas kompletnie się pomylił i płynie zupełnie inaczej. Wyobraźcie sobie ocean w kolorze tak nierealnego błękito-cyjanu, że jesteście skłonni stanąć przed nim i powiedzieć, że to nieprawda i wszystko fotoszop. Wyobraźcie sobie piasek tak biały, że macie wrażenie, że to lustro, w którym odbija się słońce. Wyobraźcie sobie niebo tak niebieskie i palmy tak zielone jakby zamknięto w nich całą niebieskość i zieleń na świecie. Wyobraźcie sobie raj dla oczu, feerię intensywnych barw, zapachów, dźwięków. Przyjaznych, fajnych ludzi, prawdziwe uśmiechy, szum fal, machające ogonami pieseły, proste życie regulowane wschodem i zachodem słońca, z dala od betonu i hasztagów.

W Zanzibarze zakochałam się bez pamięci zimą 2017. To był dla mnie wyjątkowo trudny czas, kumulujący egipskie ciemności w Polsce i wyczerpanie pracą więc pewnego dnia po prostu zjadłam przysłowiowego snickersa i kupiłam bilety w miejsce, które znałam tylko z mapy. I poleciałam, z pewną drugą tak jak i ja mistrzynią spontanu, ledwo kojarząc nazwę miejscowości, w której dzień wcześniej zabookowałam nocleg.
Nie będę ściemniać, Zanzibar uzależnia, musieliśmy tam wrócić.

Mnóstwo rzeczy wydarzyło się w te dwa tygodnie. Były snorkowe wyprawy na rafę, nieplanowane pływanie z delfinami (nieplanowane ani przez nas ani przez delfiny), bliskie spotkania z rozgwiazdami, sztuczne pająki, zaprzyjaźnione bandy piesełów, nocne ogniska na plaży (ku uciesze lokalsów), rejsy łodzią dhow, największe ananasy ever, uliczne frytki, które w poniedziałek kosztowały 2 dolce a we wtorek 4, własnoręcznie przez Michała przyrządzony morski wąż, nocne timelapsy na plaży i mnóstwo, mnóstwo innych cudnych chwil. I chociaż zaplanowaliśmy ten wyjazd jako wyjazd resetujący system operacyjny, nie mogliśmy nie zrealizować kilku sesji 🙂 Tak powstały sesje portretowe Agatki (->klik) i Rukoli (->klik), tak właśnie poznaliśmy Martę i Rafała, którzy na Zanzi przylecieli w podróż poślubną (zdjęciowe i filmowe efekty sesji z Nimi obejrzeć możecie tutaj 🙂
Nie będziemy opisywać gdzieśmy byli i cośmy widzieli – po prostu kupcie bilety i polećcie tam, i to szybko, póki jeszcze pięciogwiazdkowe hotelowe mury nie zniszczyły prawdziwego piękna tej wyspy. Bądźcie jednak świadomi jednego: Zanzibar uzależnia. Musimy tam wrócić!





Pozostając na tej stronie akceptujesz użycie plików cookies. więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close